⇑ Strona główna

Ze względu na pewne społeczne  upodobania, zdecydowałem się na umieszczenie pod każdą recenzją oceny w skali od 1 do 10. Zalecam jednak wywnioskować swoją ocenę na podstawie tekstu, lub z mojego podsumowania na końcu recenzji.

Skala ocen wygląda następująco:

1  - Opłakana

2  - Bardzo słaba

3  - Słaba

4  - Kiepska

5  - Średnia

6  - Niezła

7  - Dobra

8  - Bardzo dobra

9  - Świetna (dla gier AAA)

10- Wspaniała (dla gier AAA)

Zachęcam do zagłębienia się w lekturę. Miłego czytania ;)

Jak oceniam gry?

Odgrywanie roli w grach RPG

Recenzja MX vs ATV Legends

TOP gier Split-screen

Recenzja FlatOut 4 Total Insanity

To może Cię zainteresować:

• Intel Core-I5 3 GHz

• GTX 970 4 GB

  Radeon RX 380X 4 GB

• 8 GB RAM

• 20 GB HDD

THQ Nordic

Bugbear Entertainment

14 czerwca 2018

 

 

PC, PS4, PS5 XONE, XSX

Wyścigi

Wreckfest

18 września 2021

Data publikacji: 18 września 2021

Autor: Jakub "Rozbo" Tarchała

Studio Bugbear Entertainment jeszcze dekadę temu słynęło z tworzenia zdrowo zwariowanych wyścigówek, w których to kierowcy na śmierć i życie mknęli przez przedmieścia, pustynie czy centra handlowe, zostawiając po sobie pobojowisko i wygiętą blachę. Oczywiście mam na myśli dalej miło wspominaną serię ,,FlatOut", której to prawa od podserii „Apokalipsa” krążyły z rąk do rąk zabijając z czasem ducha tej wspaniałej serii. Twórcy marki jednak powracają z inną nazwą, lecz z podobnymi założeniami - wielką rozwałką i gięciem blachy… w bardziej przyziemnej formie. Jak wyszło? Sprawdźmy!

 

Wreckfest to nowa marka ścigałek skupiająca się na rajdach wrakami samochodów od znanego, choć nieco mało aktywnego w ostatnim czasie zespołu Bugbear Entertainment. Widać, że twórcy w ich nowej produkcji wzorowali się mocno serią „FlatOut”. Teraz jednak całość jest zaprezentowana w formie zalegalizowanych imprez, a nie niezgodnych z prawem wyścigów na śmierć i życie, jak to było w ich poprzedniej serii. Jednak ze względu na to, że mamy tutaj do czynienia z ojcami serii „Na pełnym gazie” to pomimo pewnych różnic, będę porównywać ich nową grę właśnie do pierwszych z trzech odsłon tej serii, głównie mając na uwadze dwójkę i część „Apokalipsa”.

 

Przede wszystkim gra dalej jest podzielona na trzy tryby: karierę, grę swobodną oraz tryb wieloosobowy z innymi graczami. Tytuł ma typowo zręcznościowy charakter z dużym naciskiem na możliwość bezkarnych niszczenia naszych rywali - dokonywania kraks czy licznych stłuczek. Zniszczenia jakich możemy dokonać muszę przyznać, że są naprawdę imponujące. Wgniecenia, rozbite szyby, odchodzące maski i błotniki - takiego wyginania blachy nie powstydziłby się żaden „FlatOut”! Ponadto przy uszkodzonym pojeździe da się odczuć chociażby problem z układem sterowania, hamulcami czy nawet z pracą silnika. Sprawia to, że efekt jest nie tylko wizualny, ale i bardzo praktyczny. Twórcy problem z licencją rozwiązali najprościej jak się da - zrezygnowali z faktycznie istniejących marek, na rzecz wykreowanych przez siebie samochodów, wzorowanymi na tych z rzeczywistości. Rezultat jest naprawdę przekonywujący, a same zniszczenia na tyle efektowne, że wystarczają by oprzeć na tym modelu całą grę.

 

 

Głównym daniem tytułu jest jednak kariera i ta jest poprowadzona typowo surowo dla tego studia. Nie mamy tutaj fabuły lub choćby przerywników filmowych. Wybieramy jedno z kilku dostępnych aktualnie wyzwań i bez zbędnych wyjaśnień zostajemy wrzuceni na tor. Cała kampania jest podzielona na pięć mistrzostw, a każda kolejna liga to coraz to lepsze samochody i nowe wyzwania.

 

Nie zabraknie tu serii kilku następujących po sobie wyścigów na wyznaczonych trasach, rajdów na zamkniętych torach typu nascar czy celowo niebezpiecznych tras np. w kształcie ósemki z destruktywnym skrzyżowaniem na środku mapy. Także powalczymy do ostatniego działającego wraka w trybie „Destraction Derby” lub będziemy mieli okazję brania udziału w zadaniach specjalnych. Te zastępują zwariowane wyczyny kaskaderskie znane z serii „FlatOut”, na rzecz równie zwariowanych, choć bardziej przyziemnych wyzwań typu walk: kombajnów, autobusów szkolnych czy nawet kosiarek. Do tego przyjdzie nam brać udział w wyścigu, w którym to jako mały papa-mobil będziemy musieć zająć pierwsze miejsce ścigając się z autobusami szkolnymi czy na odwrót - sterując autobusem i rozjeżdżając na wszystkie strony małe trójkołowce.

 

Trzeba przyznać, że wyzwania specjalne są miłym urozmaiceniem od zwykłych klasycznych wyścigów, a swoją pomysłowością nie raz mogą wywołać uśmiech na naszej twarzy. Nowością jest typowo współczesny element w grach wideo, czyli zdobywanie doświadczenia, a co za tym idzie nowych poziomów, które to otwierają przed nami nowe pojazdy czy ulepszenia do nich. Za zdobywane w ten sam sposób kredyty możemy wzbogacać nasz garaż o coraz to nowe bryki, których jest aż około osiemdziesiąt! Sama kampania jest pomyślana na około 15 - 20 godzin gry i muszę przyznać, że karierę ogrywa się naprawdę bardzo przyjemnie.

 

 

Jednak całość mocno cierpi na swej surowości. O ile brak fabuły jeszcze da się przełknąć to jednak sam fakt, że przeciwnicy to bezduszne maszyny mocno psuje klimat gry. W przeciwieństwie do serii „FlatOut”, tutaj rywale są zlepkami losowych ników typu ”JadedRabbit6911”, nie posiadają swojego stylu jazdy czy nawet ustalonego z góry wyglądu postaci i samochodu. Brakuje tu głębi, która w poprzednich tytułach tego studia nadawała przeciwnikom pierwiastek ludzki. Dodatkowo twórcy celują w słowo „więcej", przez co tym razem nie będziemy walczyć w wyścigach do ośmiu czy dwunastu graczy.

 

W Wreckfest standardem są potyczki od szesnastu do nawet dwudziestu czterech pojazdów naraz! Powiem szczerze, że aż tak duże nagromadzenie rywali raczej szkodzi grze. Chaos jaki panuje przy aż 24-ech rywalach jest ogromny, a dodajmy do tego fakt, że zazwyczaj musimy się przez nich przebić (gdyż startujemy często z ostatniej pozycji), nieraz powoduje niemałą frustrację. Co prawda nie ma tutaj aż tak dużego nagromadzenia zniszczonych elementów tła pod kołami np. w postaci desek po płocie lub znaków drogowych, co było standardem we wcześniejszych grach tego studia. Tutaj jednak i tak ostra gra rywali do spychania innych z drogi przy tak dużej ich ilości, naprawdę potrafi wytrącić z równowagi nawet spokojnych graczy.

 

 

Nie bez przyczyny tory w Wreckfest są bardziej przyziemne, niż to miało miejsce w „FlatOut”. Otoczka rajdów jest tutaj bardzo widoczna, a wszystkie wyścigi są zamknięte na przystosowanych do tego trasach. Nie ma tutaj szosowania po wsiach, centrach handlowych czy przedmieściach. Tory są zawsze wyznaczone i zamknięte przez barierki. Nie możemy zboczyć ze ścieżki, a i same wyścigi są obserwowane przez kibiców oraz gapiów. Niestety ilość lokacji jaką przyjdzie nam zwiedzić jest dość uboga. Trasy o ile się zmieniają (czy to przez usunięcie, czy dodanie jakiegoś zakrętu), to jednak toczą się zaledwie w kilku miejscach, zmuszając nas do podziwiania tych samych lokacji.

 

Z tego powodu różnorodność map ogranicza się do oglądania: lasów, zielonych wzgórz, terenów piaszczystych, zamkniętych torów wyścigowych oraz ewentualnie odcinków z ulicy miasta. Jest to ilość bardzo mała i szybko nudząca oko, lecz po części gra rekompensuje to swoją wagą, po zainstalowaniu wynoszącą niespełna 20 GB na dysku. Poza trybem kariery do wyboru mamy także starcia w trybie swobodnych i w multiplayer-ze. Tutaj już według własnego uznania wybieramy: trasy, tryby oraz pojazdy, wraz z ustawieniem ilości okrążeń i liczby oponentów. Tryby te raczej są mało motywujące, jednak jako tako sprawdzają się na krótką metę.

 

 

Graficznie tytuł wygląda całkiem ładnie. Szczegółowość naszych samochodów cieszy oko, a ilość detali jakie możemy zobaczyć podczas kolizji zachęca do ich powodowania. Gra świateł i cieni oraz samo otoczenie też wygląda dobrze, może poza gapiami, którzy często są nie reagującymi na nasze szaleństwo sprajtami 2D wmieszanymi w tłum modeli trójwymiarowych. Dźwiękowo jest raczej średnio. Samochody brzmią nieco jak kosiarki spalinowe, a jedynie dźwięki towarzyszące drift-om i demolce dają radę. Jednak sam odgłos silników warto przyciszyć dla kapitalnej muzyki! Rockowo/metalowe brzmienia z elementami muzyki pop brzmią świetnie, zachęcając do słuchania ich także poza samą grą.

 

Jedyne co przeszkadza to znany problem dla tego studia związany z małą ilością piosenek w grze. O ile twórcy dobrali mało znane i świetne utwory to fakt, że jest ich zaledwie kilkanaście, daje się niestety szybko we znaki dla naszych uszu. Technicznie tytuł działa dobrze. Nie ma problemów z optymalizacją, sztuczna inteligencja daje radę, a jakichkolwiek problemów w zasadzie nie uświadczyłem. Jedynie polska lokalizacja została przetłumaczona niechlujnie, przez co językowo daje radę, ale sporo napisów jest w oryginalnym angielskim języku. Do tego tłumacz nie mógł chyba zdecydować się, czy w napędzie dla wybranych samochodów napisać np. RWD” lub Napęd na tylne koła”, przez co przy samochodzie raz jest napisane skrótem, a raz w pełnym tłumaczeniu.

 

 

Podsumowując. Wreckfest jest naprawdę dobrą grą, a przy tym szansą dla studia, aby stworzyć nową markę na schematach pierwszych odsłon „FlatOut”. Pomimo pewnych wynikających podobieństw nowa gra studia Bugbear wystarczająco różni się od ich wcześniejszych hitów, aby nie być tylko ich odświeżoną kalką, a przy tym by znaleźć swoje miejsce na rynku w tej opuszczonej już trochę niszy.

 

 

ZALETY:

+ Wciągający tryb kariery
+ Dobrze zaprojektowany model jazdy
+ Kapitalny system zniszczeń pojazdów
+ Różnorodność i pomysłowość niektórych wyzwań
+ Oprawa graficzna oraz klimat serii
„FlatOut”
+ Dobry soundtrack

 

WADY:

- Brak ludzkiego pierwiastka, głębi w kampanii i w przeciwnikach

- Mała różnorodność lokacji

- Wyścigi do 24 graczy wprowadzają zbyt dużo chaosu

- Taka sobie polska lokalizacja

 

OCENA:  7/10

 

Wreckfest