⇑ Strona główna

Ze względu na pewne społeczne  upodobania, zdecydowałem się na umieszczenie pod każdą recenzją oceny w skali od 1 do 10. Zalecam jednak wywnioskować swoją ocenę na podstawie tekstu, lub z mojego podsumowania na końcu recenzji.

Skala ocen wygląda następująco:

1  - Opłakana

2  - Bardzo słaba

3  - Słaba

4  - Kiepska

5  - Średnia

6  - Niezła

7  - Dobra

8  - Bardzo dobra

9  - Świetna(dla gier AAA)

10- Wspaniała(dla gier AAA)

Zachęcam do zagłębienia się w lekturę. Miłego czytania ;)

Jak oceniam gry?

Odgrywanie roli w grach RPG

Recenzja What Remains of Edith Finch

TOP gier Horror

Recenzja What Remains of Edith Finch

To może Cię zainteresować:

• Intel Core-I5 3 GHz

• GTX 1060 3 GB

  Radeon RX 480 4 GB

• 4 GB RAM

• 2 GB HDD

Annapurna Interactive

Luis Antonio

19 sierpnia 2021

 

 

PC, PS4, PS5, XONE, XS/X

Przygodowa

Twelve Minutes

16 stycznia 2022

Data pisania tekstu: 16 stycznia 2022

Autor: Jakub "Rozbo" Tarchała

Pętle czasowe lub tak zwany Dzień Świstaka” to intrygujący zabieg fabularny z gatunku fikcji, w której to główny bohater przeżywa w kółko ten sam okres czasu, będąc przy tym jedyną osobą świadomą całego zdarzenia. Dobra i głęboka fabuła z nutą tajemnicy związanej z powstaniem i zakończeniem takiej pętli, potrafi przyciągnąć sporą rzesze zwolenników. I nie ma się czemu dziwić, ponieważ jest to najzwyczajniej w świecie ciekawe przeżycie, zwłaszcza z gatunku komedii. Gorzej jeśli sytuacja wymyka się z spod kontroli do tego stopnia, że w ciągu kilku chwil może dojść do śmierci naszej rodziny w wyniku rozboju, a za wszystkim stoi mroczny sekret łączący nieprzyjemną przeszłość z okrutną rzeczywistością. Czy uda się zbadać tajemnice rodziny w zaledwie dwanaście minut?

 

Twelve Minutes jest pierwszym tytułem z rąk kalifornijskiego niezależnego twórcy Luis Antonio. Nie przeszkodziło to jednak grze w uzyskaniu rozgłosu, przede wszystkim dzięki iście hollywoodzkiej obsadzie. Jednak nie wyprzedzajmy faktów. Mamy tutaj do czynienia z grą 3D z widokiem izometrycznym, w której to: chodzimy, rozmawiamy z postaciami, oraz wykorzystujemy w różnych celach wcześniej zebrane przedmioty. Głównym bohaterem i zarazem naszym protagonistą jest młody mężczyzna. Ten przychodzi po ciężkim dniu pracy do własnego mieszkania, w którym to czeka na niego jego żona, oraz pewna niespodzianka. Okazuje się, że nasza wybranka zaszła z nami w ciążę, a nasz bohater zostanie ojcem. Dobrą wiadomość dla walki z niżem demograficznym przerywa jednak policjant, który to osądza naszą żonę o morderstwo swojego ojca sprzed ośmiu lat! 

 

Gliniarz jednak działa z osobistych popędów, dusząc przy tym jedynego niewygodnego świadka - czyli nas! Szybko jednak okazuje się, że czas się cofa, a nasz bohater odzyskuje świadomość umysłu, oraz tym samym ponownie przekracza próg drzwi. Do tego pamięta całe zajście. I tak właśnie zaczyna się cała intryga w Twelve Minutes. Wiele zdarzeń z przeszłości ma swoje drugie dno, a w naszej głowie zaczynają zbierać się niekończące się pytania bez odpowiedzi. Kim jest zagadkowy policjant? Skąd wie o śmierci ojca żony i co z nim go łączy? Jak w ogóle wyjść z niekończącej się pętli? Od samego początku gra zadaje wiele pytań i nie odsłania swoich kart aż do samego końca, zaskakując co chwila nowymi faktami lub zwrotami akcji. Przemyślana i głęboka fabuła to największa zaleta omawianej produkcji.

 

 

Oczywiście cały potencjał zastosowania pętl czasowych tkwi w mnogości wyborów jakie bohater może dokonać, tak, aby nie zanudzić gracza powtarzaniem tych samych rutynowych czynności. Tutaj muszę przyznać, że udało się to załatwić nieźle, choć nie idealnie. To co trzeba przyznać produkcji to całkiem pokaźną liczbę dostępnych możliwości. Możemy powiedzieć naszej żonie o czyhającym mordercy, lecz będzie to wymagało czasu, aby udowodnić jej, że powtarzamy ciągle ten sam wieczór. Równie dobrze możemy ją uśpić tabletkami nasennymi, czy też zmusić ją, aby opuściła mieszkanie. Tak samo przed samym sprawcą możemy ukryć się w szafie i poczekać na rozwój wydarzeń, lecz jeśli przed tym nasza żona nas zobaczy, to jej sposób mówienia wyjawi mordercy naszą obecność.

 

Równie dobrze możemy schować się przed powitaniem z żoną, lecz co dalej? Możliwości jest multum, a to co przedstawiłem, to jedynie narzucające się na początku gry pomysły. Z czasem będziemy mogli spróbować obezwładnić naszego oprawcę (co wcale nie jest takie proste), czy także zbadać trudno dostępne miejsca naszego mieszkania. Będziemy pytać, prosić, lub nawet prowadzić przesłuchania - także przez telefon. Wachlarz możliwości jest naprawdę imponujący, co w tego typu produkcji jest ogromną zaletą, przyciągającą do ekranu na zasadzie ”jeszcze jedno powtórzenie”.

 

 

Niestety, tytuł cierpi na przypadłość ”utknięcia” w danym etapie rozgrywki. O ile na początku ilość pomysłów jakie się tworzą w naszej głowie do zrealizowania pcha fabułę do przodu, to niestety, ale szybko można dojść do frustrującego momentu, kiedy najzwyczajniej w świecie nie wiemy co robić. Możliwe, że trzeba wykorzystać jakiś przedmiot, który z początku wydawał się nieistotny. Jednak jeśli to nie zadziała, to bardzo prawdopodobne, że trzeba zrobić kombinacje pewnych zdarzeń metodą prób i błędów. I tutaj niestety dochodzimy do największej skazy w historiach opartych o pętle czasowe - powtarzalności.

 

Bo o ile czujemy się jak Bóg, który może robić co zechce ze świadomością, że wszystko, nieważne jak niedorzeczne i karygodne by to nie było, to i tak uniewinnia naszego bohatera z kolejną pętlą. Odebranie nam tego uczucia poprzez karanie nas oglądaniem tych samych scen po raz enty to największa wada. W tych momentach gra staje się najzwyczajniej w świecie frustrująca. Tutaj sytuacje nieco ratują dialogi. Nawet jeśli utkniemy, to i tak nasi bohaterowie będą wplatać w swoje wypowiedzi różne informacje, inaczej budować zdania, czy też odnosić się do jakiś wydarzeń. Spora część dialogu zależy od nas, jednak bohaterowie też sami decydują co dokładnie powiedzą, nawet jeśli ma to ten sam efekt. Dialogi to mocna strona gry, czego niestety nie można powiedzieć o płynności w poznawaniu historii!

 

 

Graficznie mamy do czynienia z ładna produkcją. Oczywiście całość jest przedstawiona z widokiem z góry, przez co z bliska tytuł nie prezentuje się aż tak ekstra. Mimo wszystko modele, tekstury, oraz gra światła i cieni naprawdę zostały wykonane na przyzwoitym poziomie. Nie jest super, ale też i nie jest średnio. Samej muzyki jest tutaj bardzo niewiele, lecz nie w niej powinniśmy się doszukiwać siły ścieżki audio. Gdyż samym asem promującym grę jest światowej sławy obsada aktorów podkładających głosy. James McAvoy znany z chociażby ze „Split” grający naszego bohatera, Daisy Ridley z nowej trylogii „Gwiezdne Wojny”, a także Willem Dafoe z m.in. świetnej roli w „Lighthouse” lub w zapadającym w pamięć klasyku jak „Pluton” z 1986 roku.

 

I chyba nie muszę przekonywać, że gwiazdy kina poradziły sobie z tym tematem bardzo dobrze, co mocno plusuje w grze praktycznie zbudowanej w całości na dialogach. Technicznie omawiana produkcja działa tak sobie. Raz tytuł zawiesił się do tego stopnia, że konieczny był restart dnia. Ponadto gra na najwyższych detalach ma niemałe wymagania sprzętowe, trochę nieadekwatne do prezentowanej oprawy graficznej. Także w zabawie przeszkadzają takie sobie animacje bohaterów rodem z serii „The Sims”, choć zdążają się wyjątki. W ogólnym rozrachunku jest jednak nieźle, ale niestety nie bez problemów.

 

 

Podsumowując. Twelve Minutes to naprawdę udany thriller na kilka dobrych godzin. Pomimo nierzadkiej frustracji i pewnych błędów, tytuł daje nam odkryć naprawdę ciekawą historię, w którą warto się wgłębić i dać jej szanse.

 

 

ZALETY:

+ Dobrze napisana fabuła
+ Świetne dialogi i gra aktorska
+ Mnogość wyborów
+ Oprawa audio-wizualna

 

WADY:

- Drobne błędy techniczne, oraz kiepska optymalizacja

- Frustracja związana z powtarzaniem niektórych zdarzeń

 

OCENA:  8/10

 

Twelve Minutes