Bright Memory Infinite

Kampania „Call of Duty” stoi na utartym od lat schemacie: akcja musi być szybka, założenia mało realistyczne, tło wydarzeń efektowne – no, w ogóle najlepiej by działo się dużo i epicko. Co prawda ostatnie odsłony serii nadrabiają swoją schematyczność wysokim budżetem, jednak i tak recepta jest ta sama – duże studio wpakowuje miliony dolarów w produkt, który musi na siebie zarobić. Zaledwie jeden chińczyk zdołał pokazać, że próbkę „Call of Duty” może stworzyć też w pojedynkę! Jest szybko, ładnie, epicko i niestety… krótko!

Bright Memory: Infinite to pierwsza pełna gra od jednoosobowego chińskiego programisty FYQD Studio. Mówiąc „pełna” mam na myśli, że tytuł już kiedyś wyszedł pod nazwą „Bright Memory” w ramach wczesnego dostępu. Produkt odniósł niespodziewany sukces, dlatego twórca postanowił zresetować projekt, a następnie dopracować tytuł o nowe tło wydarzeń i rozbudowaną mechanikę. Dostaliśmy dzięki temu ciekawe połączenie strzelanki i gry zręcznościowej – mamy broń palną, ale także miecze oraz cyberwszczepy (wymuszające szybką akcję). Na papierze brzmi to ciekawie, jednak jak tytuł spisuje się w rzeczywistości?

Jedynym trybem gry jest kampanii fabularna dla pojedynczego gracza. Mamy 2036 rok. Na świecie w nieznanych okolicznościach pojawiła się tajemnicza czarna dziura, z której zaczęły wychodzić potwory. Całemu zjawisku postanawia przyjrzeć się nasza agentka Shelia z grupy SRO („Super Natural Research Organization”). Sprawa otrzymuje duży priorytet, bo od rozwiązania tego zjawiska zależą przyszłe losy całego świata. Oczywiście w pewnym momencie pojawia się „ten zły”, który przez swoją próżność oraz kompleksy, chce zapanować nad całym światem. Cele gry otrzymujemy od dyrektora Chen, który przez rozmowy przy użyciu radia, buduje motywacje naszej bohaterki. Opowieść jest do bólu sztampowa, a do tego zasuwa w ekspresowym tempie, więc właściwie mogło by jej nie być. Podobnie bohaterowie – są płytcy, mało charakterystyczni i zwyczajnie nudni. Fabuła nie jest mocną stroną tej produkcji.

Mechanika gry, mówiąc bez ogródek, jest bardzo przyjemna. Szybkie tempo akcji przywołuje na myśl serię „Titanfall” – mamy uniki, bieganie po ścianach, podwójne skoki i tak dalej. Rozgrywka przypomina również inne znane produkcje, w tym „Warframe”, swym ciachaniem mieczem oraz efektowną walką w powietrzu w stylu ninja. Muszę przyznać, że jest to naprawdę przyjemne połączenie! Zabawa niewiele ma wspólnego z realizmem, a strzelanie jest responsywne oraz satysfakcjonujące. Sterowanie jest wystarczająco rozbudowane, aby móc pozwolić na zabijać dziesiątki wrogów zarówno w efekciarski, jak i w efektowny sposób. Wciągająca mechanika gry to największa zaleta tej produkcji.

Rozgrywka ma typowo korytarzową strukturę – brniemy do przodu, zabijamy napotkanych przeciwników, a od czasu do czasu możemy znaleźć amunicje lub totemy. Mimo to twórca postanowił urozmaicić zabawę. Nasze moce oraz miecz możemy ulepszać w prostym drzewku rozwoju, w zamian za punkty z poukrywanych na mapie totemów. Tytuł od czasu do czasu daje nam odsapnąć od zwykłego strzelania i ciachania mieczem – raz będziemy mogli skradać się i zabijać oponentów po cichu tasakiem, a innym weźmiemy udział w widowiskowym pościgu z użyciem agenckiego wozu. Do tego, oprócz walki z agentami złego pyszałka i potworami z piekła rodem, parę razy przyjdzie nam zmierzyć się z bossami! Z reguły są to większe oraz mocniejsze maszkary ze specjalnymi ciosami, jednak dzięki tego typu nowościom gra nie wpada w monotonnie – ten element zasługuje na plus.

Zrobienie gry na miarę tytułu ze średniej półki w pojedynkę, wręcz musi nieść ze sobą jakiś mankament. Bright Memory: Infinite cierpi na aż trzy takie problemy. Pierwszy to krótki czas potrzebny na przejście tytułu – ten wynosi zaledwie ok. 1:30-2 godziny! Tak, jest to gra na jeden krótki wieczór. Nie znajdziemy wyzwań, „new game plus”, trybu współpracy lub rozgrywki wieloosobowej. Zamiast tego wchodzimy do dwu godzinnej kolejki górskiej, w której akcja dzieje się tak szybko, że napisy końcowe pozostawiają duży niedosyt. Niby gra nie jest droga (kosztuje jedyne 20$ w dniu premiery), niby nie jest rozwodniona na siłę (co robi wiele podobnych gier). Jednak jest to bardzo szybkie przeżycie, które może wywoływać zdziwienie, że komuś chciało się projektować fajną mechanikę na tak króciutki tytuł!

Drugim problemem są lokacje, a w zasadzie… jedna lokacja. Jeżeli lubicie azjatyckie wzniesienia, lasy, pola uprawne czy domy, to będziecie zachwyceni. Jeżeli nie, to cóż, ale jest to jedyna mapa prezentowana przez całą grę! Praktycznie przez cały czas ogrywania gry można mieć wrażenie deja vu, kiedy po raz nie wiem który mijamy identyczne dekoracje i asety. Wywiera to wrażenie ogrywania bardzo długiej misji, co od drugiej połowy gry może zacząć męczyć. Trzecim problemem jest wycięta zawartość na rzecz DLC. Jakby to jeszcze była dodatkowa misja lub tryb, mógłbym na to machnąć ręką. Jednak płatne dodatki ograniczają się wyłącznie do ubrań, które – nie wiedzieć czemu – są wyrachowane. Sexi strój uczennicy czy uwidaczniające piersi bikini? Domyślny strój w grze jest zwyczajny, lecz reszta budzi wrażenie, jakoby twórca ze swoim produktem się najzwyczajniej w świecie sprzedał. Jedni gracze to pominą, inni mogą mieć podobne do mnie zdanie – nie chcę wyciętej zawartości w grze, dlatego traktuję to jako małą wadę.

Tytuł wykorzystuje technologię Unreal Engine 4, dzięki czemu efekt końcowy jest wręcz wyborny. Gra z dumą prezentuje wysokie tekstury, szczegółowe otoczenie, dobrej jakości efekty post-procesowe czy świetlne. Lokacje są tak ładnie zaprojektowane, że niemal na każdym kroku chciałoby się zrobić zrzut ekranu na tapetę. Jedynie modele postaci z bliska wyglądają nieco przestarzale, plus przez całą grę pada deszcz (który z czasem męczy oczy). W ogólnym rozrachunku jest naprawdę dobrze.

Udźwiękowienie jest w porządku – ani nie razi, ani nie pociąga. Muzyka dobrze wpasowuje się w tło wydarzeń i jedynie szkoda, że jest jej tak mało. Technicznie tytuł wypada przyzwoicie. Optymalizacja jest porządna, więc gra nawet na starszych konfiguracjach powinna działać dobrze. Podczas zabawy nie uświadczyłem rażących błędów. Co prawa sztuczna inteligencja (prawie) nie istnieje, a ragdoll mógłby być ciut lepszy, jednak bądź co bądź, jak na grę stworzoną przez jedną osobę, jest w porządku.

Podsumowując. Bright Memory: Infinite to niezłe, choć niepozbawione wad doświadczenie na błyskawiczny wieczór. Tytuł gry powinien brzmieć: „Szybka jatka bez trzymanki” z podpisem „Titanfall and Warframe experience” – jeżeli takie podsumowanie Was przyciąga, warto dać tej grze szanse.

 

ZALETY:
+ Wciągająca, szybka rozgrywka
+ Przepiękna oprawa graficzna
+ Próby urozmaicenia zabawy
+ Fajne doświadczenie na jeden wieczór…

WADY:
…które jest krótkie i pozbawione dodatkowej treści
Kiepska fabuła i bohaterowie
Monotonne lokacje
Wycinanie zawartości na dodatki

OCENA: 6/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *