⇑ Strona główna

Artykuły publicystyczne osobiście traktuję bardziej jako luźne teksty na bloga. Tak, to jest ten moment kiedy z wortalu typowo growego skupiającego się na recenzjach,  mam czas na swoje wolne przemyślenia. Jeżeli jakiś temat mnie zainteresuje i uznam że jest ciekawy - bam, jest artykuł!

Zachęcam do zagłębienia się w lekturę. Miłego czytania ;)

Jak piszę artykuły?

Kto Ciebie ukocha o PEGI Brown

Recenzja Teatr złych zakończeń

TOP gier Split-screen

Recenzja Microsoft Flight Simulator

To może Cię zainteresować:

24 września 2022

Data publikacji: 24 września 2022

Autor: Jakub "Rozbo" Tarchała

Zapoznając się z podsumowaniem kolejnej growej imprezy typu PC Gaming Show, Gamescom czy State of Play, coraz ciężej jest mi ignorować coraz to głośniej wypowiadane słowa "exclusive" lub "only on". I nie mam na myśli zwykłego wydawania gier tylko na jedną platformę, o nie nie. Wolny rynek rządzi się swoimi prawami, które obdzierają korporacji z resztek godności na rzecz parszywego cynizmu. Bo czy wycinanie jednej misji lub stroju dla wybranej konsoli jest toksyczne? A może dzięki takim zabiegom klienci na tym zyskują?

 

 

Wycinanie zawartości to przykra sprawa…

Wojna o klienta nie jest niczym nowym. Sony od lat daje swoim graczom „Killzone” lub „Ratchet and Clank”, a Microsoft karmi swoich graczy „Halo” czy „Gears of War”. Każdy kto decyduje się na wybór sprzętu do grania, w pierwszej kolejności patrzy na bibliotekę gier, po czym w dalszej kolejności bierze pod uwagę inne walory. Takie trzymanie swoich odbiorców nie jest niczym złym, choć sprawa od siódmej generacji konsol (w tym popularności Internetu) zaczyna nabierać coraz gorszy obrót. Bo istnieją jeszcze multiplatformy - gry, które wychodzą na konsole różnych producentów, wiec priorytetem twórców powinno być równe traktowanie graczy, prawda?. Niestety „Hogward Legacy” na PS4 i PS5 dostanie dodatkową misje, wyciętą na rzecz czasowej wyłączności. Oczywiście konkurencja robi to samo, a nawet czasami działa to w dwie strony, przez co gracze musieli by kupić grę (i konsole) dwukrotnie, aby otrzymać "pełny" produkt. Aż ciężko mi tutaj rozstrzygać kto jest w tym zestawieniu gorszy - producenci konsol czy wydawcy gier?

 

 

Podobnie wygląda sytuacja z wszelkimi usługami pokroju EA Acces, Ubisoft Plus czy Xbox Game Pass. W ramach stałej i cyklicznej opłaty otrzymujemy szeroką bibliotekę gier oraz wcześniejszy dostęp do wybranych tytułów. I to nawet nie działa na zasadzie, że opłacając te usługi pomagamy twórcom wydać gry wcześniej. Zapisując się do np. EA Acces wykupujemy sobie bilet do sztucznej loży VIP, która ma jeden cel: zarabiać na nas pieniądze. Oczywiście tak działa kapitalizm, że jeden ma gorzej by inny mógł mieć lepiej. Jednak nikomu to nie służy, bo twórcy zamiast wydać pieniądze na przyśpieszenie wydawania gry, jedynie opóźniają ją dla innych graczy. To jest różnica - działa to inaczej, niż chociażby finansowanie gry na wyłączność, bo tak naprawdę nie finansuje niczego poza marketingiem.

 

 

...choć oswajanie klienta ma swoje zalety

Z drugiej strony w przypadkach odcinania kuponu chodzi o prosty komunikat: kup sprzęt XYZ, a poczujesz się lepiej kosztem osoby ZYX. Będąc z drugiej strony barykady nie można zaprzeczyć, że dla producentów nie liczy się dobro wszystkich graczy, a tylko tych będących klientami. Całe szczęście w branży gier mamy coś na zasadzie oligopolu - konkurencja jest liczna i dzieli się tortem w miarę na pół. Sony dominuje jakością gier i sprzedażą konsol, a Microsoft wielkością mamony oraz atrakcyjnością usług dla graczy. Monopol by się na dłuższą metę nikomu nie opłacił. Gdyby nie wojna konsol i połącznie mocy Xbox+PC, prawdopodobnie użytkownicy Windowsa byli by zdani na Valve, a dobro graczy mało kogo by interesowało.

 

 

Jednak nie ważne czy nazwiemy ten proces „odcinaniem kuponów” czy „ekskluzywnością loży VIP”, zawsze będzie to prosty mechanizm: ty zostawiasz więcej pieniędzy, a my traktujemy cię lepiej. Taka zasada działa niemal wszędzie - od kupowania biletu w pociągu, po wybór abonamentu u operatora. Wydawcom zależy na kasie, bo ta opłaca nie tylko prezesów i marketingowców, lecz także dziesiątki czy setki pracowników. Dlatego dla graczy dobrze jest, jeżeli gry cechujące się wysoką jakość (przyciągającą uwagę do kupienia w ciemno) mają się dobrze. Wtedy wydawca nie musi ciąć gier, aby móc przetrwać. Jednak aktualnie takich twórców jest na lekarstwo, dlatego warto stosować jeden prosty patent - kupować gry parę tygodni po premierze. Większość deweloperów i tak do ukończenia produkcji nie potrzebuje Twoich pieniędzy z preorderów. Nawet twórca już dostał furgony pieniędzy od Sony czy Microsoftu za wycięcie zawartości, to tym bardziej powinna być to lampka ostrzegawcza, że twórca nie jest pewny sukcesu swojej gry i woli postawić na marketing, a nie docelowy parametr: jakość gry.

Odcinanie kuponów dla loży VIP