⇑ Strona główna

Artykuły publicystyczne osobiście traktuję bardziej jako luźne teksty na bloga. Tak, to jest ten moment, kiedy z wortalu typowo growego skupiającego się na recenzjach, mam czas na swoje wolne przemyślenia. Jeżeli jakiś temat mnie zainteresuje i uznam że jest ciekawy - bam, jest artykuł!

Zachęcam do zagłębienia się w lekturę. Miłego czytania ;)

Jak piszę artykuły?

Dwadzieścia lat nudnych loadingów

Recenzja Wreckfest

TOP gier Horror

Recenzja Tony Hawk's Pro Skater 1+2

To może Cię zainteresować:

24 kwietnia 2021

Data publikacji: 24 kwietnia 2021

Autor: Jakub "Rozbo" Tarchała

Do dziś pamiętam, że jako około dziesięcioletni chłopiec, chciałem kupić sobie kopię „Grand Theft Auto San Andreas” w jednej z popularnych sieci sklepów z elektroniką. Mama pozwoliła na zakup (co nie było łatwe, bo słyszała już wcześniej co nieco o słynnej brutalnej serii GTA). Jednak siła przekonywania oraz pasmo obietnic dała górą - mama usiadła przed sklepem na ławce, a ja już tymczasem kroczyłem dzielnie od półki do kasy. Jakież jednak było moje zdziwienie, kiedy to Pani w sklepie odmówiła mi sprzedaży, ze względu na widniejące na przodzie pudełka PEGI 18+. Czy uchroniło mnie to przed degeneracją i czy w ogóle Pani postąpiła zgodnie z prawem? Czym właściwie jest system PEGI?

 

 

Dozwolone od lat 18

PEGI w Polsce i w Europie obchodzi już ponad 18 lat. Ten „Ogólnoeuropejski System Klasyfikacji Gier” (dla ścisłości z ang. „Pan European Game Information”) ma za zadanie porządkować wychodzące na rynek produkcje, przyznając im stosowne ograniczenia wiekowe oraz informacje o potencjalnych kontrowersyjnych treściach. W Polsce działalność organizacji sprowadza się do wlepiania na pudełku informacji o możliwych zagrożeniach, lecz inicjatywa może też być dodatkowo umocniona w prawie krajowym! W Wielkiej Brytanii sprzedawcy, który sprezentuje grę ”dla dorosłych” nieletniemu, grozi grzywna nawet paru tysięcy funtów oraz kara do sześciu lat pozbawienia wolności. W Niemczech jako producent nie wydamy tytułu, w którym pojawiają się odniesienia do nazizmu! W Japonii sporym problemem jest wymuszona cenzura nagości i sexapilu, która w skrajnych wypadkach może doprowadzić nawet do zbanowania gry. Przykładów można byłoby mnożyć, co pokazuje jak wielka siła tkwi w systemie klasyfikacji gier.

 

 

Jednak systemy oceniania gier wideo mocno różnią się, w zależności od regionu na jakim obowiązują. W większości krajów Europy mamy oczywiście PEGI, w wypadku którego występuje dwustopniowa klasyfikacja - pierwsza to określenie docelowego wieku odbiory, a druga to dodatkowe informacje o kontrowersyjnych aspektach gry. Zupełnie inaczej jednak wygląda choćby system USK obowiązujący na terenie Niemiec. Tutaj nie ma dodatkowych informacji o kontrowersjach, a jedynie charakterystyczny kwadrat w kwadracie z wpisanych wiekiem klienta. System ten jest znany ze swojej restrykcyjności. Produkcje z oznaczeniem ”18” można kupić jedynie po okazaniu dowodu tożsamości, a o uzyskanie najsurowszej klasyfikacji wiekowej wcale nie jest trudno. Innym charakterystycznym systemem jest ”ESRB” - dostępny na terenie USA. Klasyfikacja ta jest znacznie mniej czytelna przez zastąpienie liczb literami np. ”T” („Teen”) to inaczej 13+, a ”A” („Adult”) to nic innego jak 18+. Takich organizacji od spraw klasyfikacji gier jest znacznie więcej. Choćby w Rosji obowiązuje tak zwany ”RARS” czy w Australii ”ACB”. Najstarszą organizacją jest założony w (aż!) 1912 roku Brytyjski ”BBFC” - dawniej oceniający tylko kinematografię, z czasem także gry wideo, choć od 2012 roku zastąpiony przez znane nam Europejskie PEGI.

 

 

Kelner, w mojej grze jest PEGI

W Polsce by otrzymać dostosowaną klasyfikację do swojej gry, bieg sprawie nadaje sam developer, wypełniając stosowny kwestionariusz. Producent musi zająć się trzydziestoma siedmioma zagadnieniami, określić czy jego dzieło „zawiera obrazy lub dźwięki mogące wystraszyć lub przerazić małe dzieci” albo eksponuje „aktywność seksualną z widocznymi organami płciowymi”. Jednak na samej papierologii się nie kończy. Twórcy muszą dostarczyć także: film z rozgrywki, przerywniki, trailery, teasery oraz wszelkie inne materiały promocyjne. Producent jest zmuszony nawet - uwaga - dostarczyć tytuł gry bliski ukończenia. Do całości można dołączyć także scenariusz gry, jednak nie jest to wymagane. No i trzeba przygotować portfel, bo certyfikacja to koszt rzędu ponad 2000 euro. Później wystarczy już tylko poczekać na odpowiedź, co zajmuje od pięciu do siedmiu dni roboczych.

 

 

Co jednak dzieje się w tym czasie w samym PEGI? Organizacja zatrudnia około trzydziestu psychologów, których zadaniem jest ocenienie nadesłanych przez producenta ankiet. Kontrola bazuje przede wszystkim na deklaracjach samych twórców, bo jak można przeczytać na oficjalnej stronie pegi „Jest to efektywniejsza i bardziej wiarygodna metoda, niż tylko odbycie pełnego seansu gry przez administratorów”. Warto jednak zaznaczyć, że zarząd psychologów nie ocenia natomiast poziomu trudności gry. Dlatego też takie wcale nie łatwe „Cuphead” jest oznaczone jako gra dla dzieci od 7 roku życia, podobnie jak „Ori and the Blind Forest”. Jednak czy warto w ogóle poddawać się takiemu procesowi? Jeżeli producentowi zależy na wydaniu swojej gry w wersji pudełkowej to zdecydowanie warto, bo wiele sieci handlowych odmawia wyłożenia niesklasyfikowanych gier na półki.

 

 

Niewinny system czy może surowa restrykcja?

W Polsce - co już wiemy - system ma jedynie charakter informacyjny. Sprzedawca nie może odmówić sprzedaży klientowi gry wideo z powodu jego wieku nieadekwatnego z oznaczeniem na pudełku. Dlaczego więc zdarzają się przypadki odmowy sprzedaży? W niektórych wypadkach jest to błąd wynikający ze złego poinstruowania sprzedawców przez samo kierownictwo sklepu. Jednak najczęściej jest to wina ”dobrych intencji”. Sprzedawca może chcieć w ten sposób poinformować mniej świadomych rodziców o niewłaściwych treściach zawartych w grze. Niektórzy mogą powielać czyjeś opinie z prasy lub telewizji, w której zwłaszcza dawniej brano na celownik gry jako ”powód samobójstw” czy ”czynnik zwiększenia agresji u dziecka”. Niestety, ale w Polskim kodeksie cywilnym lub wykroczeń brakuje paragrafu, który bezdyskusyjnie by mówił, że odmowa sprzedaży gry z ”PEGI 18” nieletniemu jest przestępstwem. Tak czy inaczej wszystko jednak wskazuje na to, że w większości wypadków sprzedawca kieruje się swoją moralnością. Sytuacji nie poprawia fakt, że w sklepach z elektroniką (w których sprzedaje się gry) znajomość tematu wirtualnej rozrywki przez sprzedawcę nie jest obowiązkowa. Czy Pani w sklepie która odmówiła mi sprzedaży GTA paręnaście lat temu uchroniła mnie przed samobójstwem lub wzrostem agresji? Cóż, nigdy się pewnie tego nie przekonam, ale jeden fakt jest bolesny - niestety, ale gry nie kupiłem.

 

 

Czy jednak w Polsce wzorem innych krajów unijnych, doczekamy się kiedyś przepisów regulujących sprzedaż gier? Aktualnie temat nieco przycichł, głównie ze względu na coraz większą wartość gier wideo na rynku. Do tego wielu współczesnych rodziców to młodzi dorośli, którzy wychowali się na grach i są bardziej świadomi z wyolbrzymionych przez media zagrożeń. Jednak nie da się ukryć, że temat co jakiś czas wraca. Chociażby w „Gazecie Wyborczej” z 2017 roku, jeden z współzałożycieli obarczał gry komputerowe jako czynnik, który pchnął kucharza kebabowni do zamordowania 21-letniego Daniela w Ełku. Gry wideo jak widać są łatwym celem, dlatego zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że PEGI zostanie wpisane w rodzimy porządek prawny. Jednak z roku na rok obawy te są coraz mniejsze. Aktualnie pudełka stanowią mniejszość, bo ok. 40% całkowitej sprzedaży. A dystrybucji cyfrowej równie łatwo skontrolować się nie da.

Kto Ciebie ukocha o PEGI Brown?