⇑ Strona główna

Artykuły publicystyczne osobiście traktuję bardziej jako luźne teksty na bloga. Tak, to jest ten moment, kiedy z wortalu typowo growego skupiającego się na recenzjach, mam czas na swoje wolne przemyślenia. Jeżeli jakiś temat mnie zainteresuje i uznam że jest ciekawy - bam, jest artykuł!

Zachęcam do zagłębienia się w lekturę. Miłego czytania ;)

Jak piszę artykuły?

TOP gier Split-screen

Recenzja Cuphead

Dwadzieścia lat nudnych loadingów

Recenzja The Long Dark

To może Cię zainteresować:

16 października 2021

Data publikacji 16 października 2021

Autor: Jakub "Rozbo" Tarchała

Trofea lub też achievement-y to aktualnie standard w branży gier. Spotykamy je wszędzie - na telefonie, na konsolach czy na pececie. Jednak proceder nagradzania gracza sięga znacznie dalej, niż można było by sobie wyobrazić, bo występuje już od ponad 40-tu lat! Jak zmieniały się osiągnięcia oraz czy są nam w ogóle potrzebne? Czas przyjrzeć się mechanizmowi, który dla wielu graczy stał się nawet osobnym hobby.

 

 

Wyjątkowy pomysł, który spalił na panewce

Możliwość kolekcjonowania osiągnięć oferują dzisiaj największe ekosystemy z PSN, Xbox Live i Steam-em na czele. Ba, tak zwane acziki” zawędrowały nawet do świata mobilnego, dzięki czemu możemy je gromadzić w ramach konta Google na Androidzie, Game Center na IOS-ie czy Xbox w Windows Phone. I choć osiągnięcia w obecnej formie mają ponad 15 lat, to jednak pierwsze próby nagradzania gracza sięgają już dużo, dużo wcześniej. W czasach grania przed internetem niemal wszystkie gry pozwalały ścigać się ze znajomymi na punkty, aby zdobyć jak najlepszą pozycję w high score-owym rankingu. Odbywało się to zawsze w ramach jednej gry, przez co rekordy ginęły, kiedy pojawiał się ktoś lepszy lub - o zgrozo - automat się zepsuł czy też gra uszkodziła zapis. W skrócie: nie było możliwości trwałego zapisania swoich osiągnięć. Problem pewnie dostrzegło wiele studiów, jednak sytuację jako pierwsze wykorzystało Activision! W latach 1982-83 zachęcało graczy do podsyłania fotografii ekranów, na których było widać ich najlepsze wyniki z gier. Jeżeli były one wystarczająco wysokie to firma w zamian odsyłała specjalne przygotowane naszywki. Trofea te często były podzielone według rzadkości i różniły się wyglądem w zależności od gry. System jednak był dla deweloperów męczący, z stąd ostatecznie szybko z niego zrezygnowano. Jednak warto to zaznaczyć, że była to pierwsza próba nagradzania gracza w sposób namacalny, która wychodziła poza ramy danej gry.

 

 

W międzyczasie na Atari pojawiła się seria „Swordquest”, której twórcy również i w tym wypadku postanowili nagradzać dobrych graczy fizycznymi nagrodami. Zainteresowane osoby w kolejnych grach z serii doszukiwały się zagadek, których rozwiązanie mogło przynieść nagrody o wartości aż 25 tysięcy dolarów (!) lub nagrodę główną: dwukrotnie droższego złotego miecza! Zabawa miała obejmować aż cztery gry, jednak ostatecznie z planów niewiele wyszło. Atari nigdy nie ukończyło konkursu, rozdzielając między graczami jedynie część nagród. Nie zmienia to jednak faktu, że „Swordquest” był pierwszą w historii metagrą - zabawą, która łączyła wiele produkcji. Podobnie dzisiaj działa system trofeów, które przecież mają taki sam wspólny interfejs i łączą się w sumę na jednym koncie (np. PlayStation Network). Warto jednak jeszcze nadmienić, że w latach 90-tych nagradzać gracza za swoje osiągnięcia próbowały także inne studia. Chociażby takie „E-Motion” z 1990 roku posiadało coś na zasadzie osiągnięć. Oprócz typowego rankingu z najlepszym wynikiem, gra także przyznawała nagrody za np. najszybsze przejście gry lub za przejście poziomu bez obracania się w prawo. Pomysł ten rozszedł się z czasem na inne tytuły, jednak taki system nigdy nie opuszczał ram jednej gry. Sytuację zmienił dopiero Microsoft.

 

 

Czas wielkich decyzji

W 2005 roku pojawił się „Gamerscore” i sporo namieszał w świecie elektronicznej rozrywki. Pomijam już nawet takie kwestie, że na początku swojego istnienia system był tak świeży i niejasny, że wiele graczy przez długi czas myliło go z „Microsoft Points” - walutą na konsoli Xbox 360. To co dobrego zrobił „Gamerscore” to wprowadził jeden sprawnie działający organizm, który łączył osiągnięcia z różnych gier i sprowadzał je do jednego systemu. Skończył się ”meksyk” i jeżeli chciałeś wydać grę na konsolę zielonych, to musiałeś zaimplementować w swojej grze poprawnie działające punkty. Za co zdobywa się punkty? Za wykonywanie mniej lub bardziej skomplikowanych zadań w grze. Część wpada na konto gracza przy okazji przechodzenia gry, a inne zaś wymuszają konkretne zachowania. Każde osiągnięcie ma przypisaną przez twórców wartość punktową np. 5 lub 25 za osiągnięcie. Jednak każdy jeden tytuł z osobna ma osiągnięcia o łącznej wartości 1000 punktów, plus każdy dodatek może zwiększyć pulę o dodatkowe 250 punktów. Mimo że w większości wypadków system służył jedynie chwaleniu się swoim czasem spędzonym w grze, to jednak dawał z czasem także wirtualne elementy ubioru dla naszych profilowych avatarów. Bez dwóch zdań był to przez lata najlepiej ustandaryzowany mechanizm, czego nie można powiedzieć o konkurenci.

 

 

Na ruch Sony trzeba było czekać aż trzy lata. Z początku PlayStation 3 nie posiadało w ogóle osiągnięć, a później przez pewien czas implementacja trofeów była dobrowolna, więc zależała tylko od dobrej woli twórców. Dopiero w 2008 roku Sony zaczęło wymagać od producentów umieszczania w swoich grach trofeów na zasadzie "lepiej późno niż wcale". Czym są trofea? Są tym samym czym jest  „Gamerscore”, jednak zamiast podziału na punkty znajdziemy tutaj trofea: brązowe, srebrne, złote oraz platynowe. Trofea te także posiadają swoje punkty, jednak jest to znacznie bardziej przejrzyste niż u konkurencji, a przy tym narzucone z góry przez Sony. Nie ma osiągnięć za np. 5, 10, 15, 20 i tak dalej - jak to jest na Xbox-ie. Brązowe trofeum zawsze, niezależnie od gry było warte 15 punktów, srebrne 30, złote 90, a platyna aż 180. I nie bez znaczenia użyłem tu słowa ”było”, ale o tym zaraz. Większa ilość punktów podnosi nasz poziom, będący naszą wizytówką przy profilu. Ta niewielka zmiana jeszcze bardziej zachęciła do zbierania osiągnięć oraz do zdobywania platyn - trofeów przyznawanych za ukończenie wszystkich aczików” dostępnych w grze. System działał przez wiele lat bez zmian i właśnie dopiero w 2020 roku doczekał się przebudowy. Są to jednak zmiany mocno kosmetyczne, bo teraz poziomy zdobywa się znacznie szybciej i liczy się je aż w setkach. Jednak system dalej skutecznie zachęca do maksowania gier i nic nie wskazuje na to, aby miało się coś w tej kwestii zmienić.

 

 

Twoja wizytówka

Aktualnie osiągnięcia są praktycznie wszędzie. Uruchomisz grę na Steam-ie i możesz przeglądać trofea oraz karty kolekcjonerskie. Odpalisz grę na Androida lub Nintendo Switch i co rusz wyskakują informacje o zdobytych osiągnięciach. System ten już tak mocno jest wdrożony w świadomość graczy, że dla niektórych "łatwe osiągnięcia" w danej grze mogą decydować czy… gracz ją kupi. Achievement-y są więc najbardziej perfidnym rozwiązaniem przyjętym przez twórców, bo jest to zabawa, w której nie da się wygrać. Można się wkręcać w patynowanie gier lub zdobywanie wysokich progów punktowych „Gamerscore”, jednak faktyczne zaistnienie w świecie jest poza zasięgiem zwykłych śmiertelników. Chociażby gracz o pseudonimie Hakoom w 2018 roku został wpisany do księgi rekordów Guinnessa z 1700 platynami! Na Xbox Live wynik ponad 2 000 000 punktów został już dawno pobity, co oznacza nie mniej, niż wymaksowanie aż 2000 gier. Szaleństwo!

 

 

A jednak spora część graczy zbierała lub może nadal zbiera te całe trofea i osiągnięcia. Sytuację tę wyjaśnia dr Marcin Czub z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego: - W psychologii mówi się o dwóch rodzajach motywacji: wewnętrznej i zewnętrznej. Motywacja wewnętrzna jest związana z satysfakcją z samej aktywności. Jeśli system osiągnięć nie jest powiązany z grą to będzie oddziaływał także na motywację zewnętrzną. Osiągnięcia można więc traktować jako kolejną warstwę rozgrywki, coś co pojawia się przy okazji. Dlatego tak dobrze smakuje. Jednak mimo wszystko są i gracze, którzy cały system ignorują. Nie ma się też czemu dziwić - źle dobrane osiągnięcia mogą nawet zabić radość z samego grania. Pokazują co robić lub wręcz rozkazują by gracz wykonywał np. dziesiątki razy tę samą bezsensowną czynność. Dlatego więc chyba najzdrowszą zabawą jest świadoma rezygnacja z tego pościgu. Jeżeli lubimy np. serie „Battlefield” i chcemy zdobyć osiągnięcie za odblokowanie wszystkich baretek w trybie wieloosobowym to nie ma sprawy. Można się i fajnie bawić, a przy tym wbić platynę zupełnie przy okazji. Jeżeli jednak jako maniak obierzecie sobie ma cel przejść „Dark Souls II” ze wszystkimi trofeami, oprócz tego najoczywistszego - za śmierć. Cóż, życzę powodzenia.

Jubileusz osiągnięć growych