⇑ Strona główna

Ze względu na pewne społeczne  upodobania, zdecydowałem się na umieszczenie pod każdą recenzją oceny w skali od 1 do 10. Zalecam jednak wywnioskować swoją ocenę na podstawie tekstu, lub z mojego podsumowania na końcu recenzji.

Skala ocen wygląda następująco:

1  - Opłakana

2  - Bardzo słaba

3  - Słaba

4  - Kiepska

5  - Średnia

6  - Niezła

7  - Dobra

8  - Bardzo dobra

9  - Świetna(dla gier AAA)

10- Wspaniała(dla gier AAA)

Zachęcam do zagłębienia się w lekturę. Miłego czytania ;)

Jak oceniam gry?

Recenzja Outer Wilds

Recenzja Day of Infamy

Kto Ciebie ukocha o PEGI Brown

Recenzja Battlefield V

To może Cię zainteresować:

• Intel Core-I7 3,6 GHz

• RTX 2060 6 GB

  Radeon RX 5700 8 GB

• 16 GB RAM

• 100 GB SSD

Electronic Arts Inc.

EA DICE

19 listopada 2021

 

 

PC, PS4, PS5, XONE, XS/X

Strzelanka

Battlefield 2042

08 kwietnia 2022

Data pisania tekstu: 08 kwietnia 2022

Autor: Jakub "Rozbo" Tarchała

Seria „Battlefield” ostatnimi czasy nie ma lekko. Upraszczanie rozgrywki dla masowego odbiorcy; zanikanie wytartych schematów, które budowały markę przez lata; czy haniebne odcinanie kuponów na rzecz mikrotransakcji i płatnych dodatków. Już piąta odsłona z 2018 roku w pewnym stopniu rozczarowywała swoją polityką ”gry-usługi”, oraz uproszczeniami zabawy. Wydawać by się mogło, że nadejście dobrego ”BF-a” to tylko kwestia czasu. Cóż, czasy te jeszcze nie nadeszły, choć EA stara się zrobić wszystko, aby nowy „Battlefield” był grą właśnie dla Ciebie!

 

Battlefield 2042 to już kolejna odsłona kultowej serii strzelanek od stajni EA DICE, wyróżniająca się na tle konkurencji ogromną skalą prezentowanych bitew z wykorzystaniem pojazdów. Niedawna premiera konsol dziewiątej generacji w sporym stopniu odpięła swoje piętno na ich nowej produkcji, dając tym samym twórcom wolną rękę w przesunięciu granicy rozmachu przedstawianych bitew. Z tej przyczyny nowe hasło reklamowe gry brzmi „Wojna Totalna”, jako zwiększenie liczby graczy z klasycznych 64 do 128 jednocześnie na jednym serwerze.

 

Ponadto warto zaznaczyć, że nowy zarząd firmy wprowadził także pewne zmiany w dostępnej treści. Tym samym nie znajdziemy tutaj kampanii dla pojedynczego gracza, czy nawet trybu kooperacji! Zamiast tego nowa odsłona koncentruje się na trzech wariantach dla wielu graczy: zabawie wieloosobowej w pełnej krasie, trybie Hazard-Zone - walki drużyn na mniejszą skalę, oraz tak zwanym „Battlefield Portal”. Do tego kierownictwo zdecydowało się na rozwiązania raczej mocno kontrowersyjne. Dobrym przykładem są postacie rodem z hero schooter-ów, zamiast typowych klas z podziałem na role i uzbrojenie. Te posiadają swoją osobowość z własnymi dialogami, głosami i stylem ubierania. Jak widać dzieje się dużo, i to niekoniecznie dobrze. Co jest nie tak z nową odsłoną i na czym dokładnie polega problem? A może żadnej bolączki nie ma, a polubienie nowej odsłony zależy tylko od zmiany nastawienia?

 

 

Głównym daniem nowego „Pole Bitwy” jest już standardowo od lat tryb dla wielu graczy. Ten na pierwszy rzut oka wygląda znajomo, a nawet zrobił pewien krok do przodu, za sprawą zwiększenia liczby graczy na jednym serwerze. W związku z tym dostajemy przyjemną w modelu zabawy strzelankę z responsywnym poruszaniem, oraz satysfakcjonująco zaprojektowanym strzelaniem. Szybkie wymiany ognia w budynkach, czy strzelaniny na dalsze odległości pompują adrenalinę i dają sporo radości - zarówno dla samotnego wilka, jak i ekstrawertycznego wyjadacza. Także pojazdy niezmiennie jak za dawnych czasów, dalej pozwalają na zabawę w powietrzu i na lądzie: od ciężarówki, po ciężkie wozy opancerzone, na samolotach i helikopterach kończąc. Na brak różnorodności więc nie można narzekać.

 

Tryby rozgrywki także są tutaj wręcz klasyczne. Podbój z przejmowaniem flag, czy szturm z podziałem na obrońców i atakujących to już wręcz ikony tej serii. Jednak nie wszystkim z pewnością spodoba się wyrzucenie do kosza zapychaczy pokroju trybu „team deathmatch”, lecz jak dla mnie jest to zmiana na plus. Małe tryby nigdy nie oddawały najważniejszych walorów marki - starć na dużą skalę. Zmiana ta o ile nie każdemu się spodoba, to na pewno skupi graczy na klasycznych trybach, przez co ułatwi znalezienie osób chętnych do zabawy. I o ile takie decyzje nie są kluczowe dla weteranów serii, to jednak powody do narzekań są też znacznie poważniejsze.

 

To co już zaczęło mnie niepokoić w „Battlefield V” to złagodzenie progu wejścia do gry, poprzez uproszczenie wielu znaczących mechanik, a także próba równo upolitycznienia produkcji. Tutaj mam całkiem uzasadnione wrażenie, że jest jeszcze gorzej. Z jednej strony dalej mamy podział na dwie strony konfliktu - USA oraz Rosję, także z łączeniem graczy w czteroosobowe drużyny, które pozwalają towarzyszom np. odradzać się koło siebie. Tylko szkoda, że klas postaci tutaj nie ma! Zamiast tego znajdziemy 8 żołnierzy, każdy ze swoim głosem i tekstami, każdy wyróżniający się swoim wyglądem oraz charakterem.

 

Tym samym choćby taka nastoletnia latynoska z tekstem ”skopmy im tyłki”, posiada jako zdolność wingsuit, pozwalający na szybkie latanie na dalsze odległości. Inna postać to opancerzony tank, który może rozkładać w dowolnym miejscu tarcze dla siebie i swoich towarzyszy. Jeszcze inna to pani doktor mająca pistolet na zdalne leczenie swojego zespołu. Coś takiego boli w serii, która od prawie 20 lat stawia na raczej poważną prezentację klas, z ustawioną z góry kategorią uzbrojenia i wyposażeniem. Do tego od teraz naszych sojuszników nie rozpoznamy po kolorze munduru, a za pomocą niebieskiej kropki znajdującej się nad ich głowami. Wszystko to za sprawą tego, że teraz niezależnie od strony konfliktu, nasi bohaterowie wyglądają tak samo! Tak, tą samą latynoską można grać zarówno po stronie USA, jak i Rosji. A samych problemów jest jeszcze więcej.

 

 

Twórcy do naszej dyspozycji zostawili łącznie 13 map na premierę - 7 w podstawowym ”BF 2042”, oraz 6 na rzecz trybu „Portal”. Podstawowe siedem zostały stworzone z myślą o 128 graczach naraz, przez co są one domyślnie znacznie powiększone. Niestety, ale odbiło się to mocno na ich jakości. Zimowa pustynia z kilometrami pagórków z wielkimi, często pustymi budynkami w kluczowych miejscach. Piaskowa pustynia zasypanego miasta, składającą się na małe proste budynki rodem z „Bad Company 2”, oraz z dużych pustych wieżowców oddalonych od siebie także często o puste przeszczenie. Znajdziemy także miasto, które wydaje się postawione z takich samych drapaczy chmur oddalonych od siebie po kilkaset metrów, z mało charakterystycznym parkiem na środku mapy.

 

Niestety, o ile mapy są całkiem różnorodne stylistycznie, to ich wykonanie nie pozostawia żadnych złudzeń, jak dużo lepsze plansze były w poprzednich odsłonach serii. Wykonanie map w podstawowej wersji gry to niestety spory zawód. Także model zniszczeń przeszedł tutaj pewne uwstecznienie. Owszem, dalej istnieje i pozwala chociażby na powalanie drzew lub niszczenie ścian budynków, jednak całość mocno straciła na swojej szczegółowości. Ściany rozpadają się w dużych segmentach jak za 10-ciu laty. Do tego nie mają na swojej drodze żadnych elementów fizycznych, w które mógłby wejść w interakcje, bo same budynki są po prostu puste. O samym formowaniu terenu także można tutaj tylko pomarzyć.

 

Jednak przejdźmy teraz do drugiego trybu gry - Hazard Zone”. Ten jest ciekawym rozszerzeniem koncepcji drużynowego deathmatch” z „Battlefield 3”. Starcia prowadzone są do 32 graczy w ośmiu czteroosobowych drużynach. Każda z drużyn zaczyna w innym miejscu na mapie, na której znajdują się kapsuły z dyskami danych. Naszym celem jest zebranie większej ilości dysków niż wrogie drużyny, przetransportowanie ich do strefy ewakuacji puki nie upłynie czas na ucieczkę, oraz pozostanie przy życiu, albowiem śmierć jest tutaj permanentna. Sprawia to, że każda rozgrywka ma w sobie nutkę tytułowego hazardu. Za zabójstwa i wykradzione dyski zdobywamy walutę tylko do tego trybu, która może nam posłużyć do ulepszenia naszego wyposażenia w następnej rundzie. Walutę tę możemy jednak stracić, jeżeli postawimy na ekwipunek, który stracimy ze zgonem w czasie gry. Wariant ten mimo, że nie brzmi odkrywczo, jednak sprawdza się całkiem nieźle. Wymaga znacznie więcej planowania od chaotycznego trybu do 128 graczy, a wielkie mapy pozwalają na ustalanie taktyk i priorytetów. W ogólnym rozrachunku Hazard Zone” wypada całkiem dobrze.

 

 

Dla wielu weteranów serii możliwe, że najważniejszym trybem w grzej będzie dla nich „Battlefield Portal”. Jest to trzeci tryb, wywołujący wiele sentymentalnych wspomnień i bawiący się na naszej nostalgii. Na sześciu odświeżonych przez twórców mapach dostajemy kolejno po dwie plansze z Battlefield: 1942, Bad Company 2, oraz trójki. Na pewno nie jeden gracz uśmiechnie się na widok starego dobrego „Arica” z ”BC2”, lub kultowych już dzisiaj „Kanały Nouszahr” z trzeciej części. Wszystkie mapy zostały zrobione na nowo, i to z bardzo zadowalającą dbałością o szczegóły. Sam tryb jednak oprócz pogrania na klasycznym podboju czy szturmie, pozwala także na wprowadzanie sporej ilości zmian w opcjach. Administratorzy serwerów mogą m.in. wybierać maksymalną liczbę graczy do 64 naraz, modyfikować sterowanie (jak np. usunięcie biegania na boki podczas sprintu), czy chociażby łączyć poszczególne odsłony serii w jedne wielkie bitwy. Ta ostatnia opcja jest szczególnie ciekawa, ponieważ pozwala choćby na tworzenie walk piechoty z ”BF 1942” na wojaków z ”BF 2042”. Trzeba przyznać, że koncepcja odświeżenia poprzednich części w jedną spójną całość wyszła grze na dobre, i szkoda tylko, że ilość map oraz uzbrojenia jest tak mała.

 

Zwłaszcza pod względem wyposażenia jest tutaj bardzo ubogo! Podstawowy tryb wieloosobowy umożliwia zdobywanie nowych poziomów, co jest już normą w dzisiejszych szczelankach. Warto jednak zaznaczyć, że samych broni w „Battlefield 2042” jest rzecz biorąc tylko 22! Do tego dochodzi kilka modyfikacji do karabinów i pojazdów, 8 wspomnianych wcześniej klas, raptem 11 gadżetów i 5 granatów. Z całego głównego dania gry to by było na tyle. Trzeba przyznać, że to zatrważająco mała ilość na dobrą sprawę - modyfikatorów rozgrywki. Już tryb „Portal” dorzuca do tego aż 50 odświeżonych pukawek, z kilkoma klasami wojaków z własnymi gadżetami. Podstawowa zawartość gry pozostawia wiele do życzenia.

 

Na domiar złego cała gra daje wrażenie obcowania z tytułem raczej ze średniej półki. O przeciętnych mapach bez polotu czy ubogą zawartością rozpisałem się wyżej. Jednak brak możliwości wychylania się zza rogu, czy ubogo wyglądające animacje są po prostu… dziwne. Przypomina to nieco menu główne w postaci Battlelog” z ”BF3” na PC, jednak tam to dawało przynajmniej dostęp do szerokiej ilości statystyk. Tutaj nawet Battlelog” nie istnieje, a przecież zdążył się przyjąć w kolejnych odsłonach, kiedy nie był już obowiązkowy, a umożliwiał przeglądanie statystyk w przeglądarce. Jest nawet jeszcze gorzej! W nowej odsłonie brakuje choćby tak podstawowej rzeczy jak tabeli wyników w czasie gry, która została zastąpiona… listą graczy. Nawet nie można zobaczyć pingu, abstrahując od dokonanych zabójstw czy zdobytych punktów. O przeglądarce serwerów też możemy zapomnieć, bo ta występuje tylko w trybie Portal”. Cała, ja wiem ”niskobudżetowość” daje bardzo nieprzyjemne wrażenie ogrywania gry free-to-play, a przecież gra na konsolach nowej generacji kosztuje po 350zł i to bez sezon pass-a! Niestety, ale jest to srogie rozczarowanie.

 

 

Pod względem graficznym (jak przyzwyczaiło nas EA) jest całkiem ładnie. Pierwszorzędne efekty świetlne, wysokiej jakości tekstury, oraz najróżniejsze efekty końcowe dają przyjemne wrażenie. Nie jest to nic czego nie było w poprzednich dwóch odsłonach serii, jednak nie wygląda to staro, aby kłuło w oczy na tle współczesnych produkcji. Samo udźwiękowienie oczywiście też jest na bardzo wysokim poziomie, chociaż muzyka w tej części jest moim zdaniem wyjątkowo nijaka. Apogeum zła, wręcz abominacją jest jednak polski dubbing! Z nieznanych mi przyczyn ten z każdej odsłony na odsłonę jest coraz gorszy. Tak teatralnie czytanych i pozbawionych akcentujących emocje wulgaryzmów tekstów nie słyszałem już dawno.

 

Także pod względem technicznym tytuł cierpi na kilka istotnych mankamentów. Optymalizacja co prawda daje radę, to jednak inne błędy dają się dość często we znaki. Chodzi między innymi o częste zawieszanie się gry, zepsute lobby wywalające graczy do menu po skończonym meczu, czy nawet nieprecyzyjne celowanie z broni podczas patrzenia ze szczerbinki lub celownika. Ba, nawet sztuczna inteligencja w trybie „Hazard Zone” przypomina mi czemu nazywamy ją „sztuczną”, bo takiej bandy kurczaków ze ściętymi głowami już dawno nie widziałem. Technicznie tragedii nie ma, ale nie jest też dobrze.

 

 

Podsumowując. Battlefield 2042 to w moim odczuciu spore rozczarowanie, plasujące grę jako jedną z gorszych odsłon w historii serii. O ile piątka mogła przyciągnąć do siebie rzeszę nowych graczy, o tyle najnowszy ”BF” odrzuca od siebie wręcz nieakceptowalnym wykonaniem, ubogą zwartością, oraz bezpłciowymi rozwiązaniami. Na dużej promocji można spróbować chociażby dla trybu „Portal”, jednak czy będzie wtedy z kim grać? Cóż, mam nadzieję że jednak nie.

 

 

ZALETY:

+ Koncepcja Battlefield Portal
+ Przyjemny model poruszania i strzelania
+ Klimat ogromnych starć
+ Wysokiej jakości oprawa graficzna
+ Tryb Hazard-Zone

 

WADY:

- Kiepsko zaprojektowane mapy

- Karygodne zbezczeszczenie zasad rozgrywki utartych od lat

- Uboga zawartość podstawowej gry

- Koszmarny polski dubbing

- Uwstecznienie modelu zniszczeń

- Ogólna niskobudżetowość

- Słaba sztuczna inteligencja oraz błędy

 

OCENA:  5/10

 

Battlefield 2042